Zaczęło się zwyczajnie |
|
Zaczęło się zwyczajnie, już w szkole, od typowo chłopięcych zainteresowań. Trochę piłki nożnej, pływania, jazdy na łyżwach. Długo nie mógł się zdecydować. W czasie jednej,ze swych wędrówek po mieście, traf ił przypadkiem do hali częstochowskiego „Startu" w momencie, gdy odbywał się tam trening młodzieżowej szkółki bokserskiej. Pierwsze wrażenie nie było zbyt korzystne. Monotonia ćwiczeń, bezmyślne óbtłuMwanie bokserskiej gruszki, nie stanowiły dla 16-letniego chłopca odpowiedniej zachęty. A jednak został, zasmakował. Otoczony serdeczną, niemal ojcowską opieką trenera Wincentego Szyińskiego, robił zadziwiające postępy. Nie najlepsze warunki fizyczne (niski wzrost, mała waga ciała) rekompensował rzadko spotykanym sercem do walki, ambicją, uporem i pilnością w zajęciach. Hala stała się jego domem, spędzał w niej każdą wolną chwilę, ćwicząc do znudzenia poszczególne elementy pięściarskiego kunsztu. Wiele godzin pracował nad zwiększeniem siły ciosu, dźwigał ciężary, przekraczające, możliwości młodego organizmu, godzinami, aż do krańcowego niemal wycieńczenia zasypywał lawinami uderzeń treningowe manekiny.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Jeszcze w roku 1956, po Miku miesiącach uporczywego treningu, wywalczył miejsce w reprezentacji Śląska w meczu z zespołem Łodzi. | | |