Prawdziwy smak szermierki |
|
Prawdziwy smak szermierki odczuł jednak dopiero w sali „Legii". Siwym mężczyzną, który jako pierwszy otworzył mu oczy na piękno tego sportu, był węgierski f echtmistrz, Janos Kevey, a kobietą, która go przyjęła, ceniona wówczas florecistka - Irena Nawrocka. W latach powstającego z ruin polskiego sportu, w rozdziale, pisanym rękami słynnych w owych czasach szermierzy tej klasy, co Sobik, Fokt, Zaczyk, Dobrowolski, trener Kevey odegrał szczególną rolę.
On posiał w umyśle młodego Pawłowskiego ziarno głodu walki i sportowej sławy. Wspaniały gawędziarz, niestrudzony nauczyciel, od pierwszego kontaktu, od pierwszej lekcji z Jurkiem, jak gdyby instynktownie wyczuł, że ma do czynienia z wielkim talentem. Oszlifować ten diament, nadać mu właściwy blask, oto nad czym Kevey uparł się pracować.
Miał szczęście, bo trafił na wyjątkowo pracowitego ucznia. Jak tylko otrzymał na własność floret i rękawice, poczuł się Jurek najszczęśliwszym człowiekiem, pod słońcem. Nie przeszkadzał mu brak śnieżnobiałego kostiumu, w którym inni występowali na planszy. Dla niego istniało tylko jedno pragnienie: dorównać najlepszym, bić się i zwyciężać.
Rok po pierwszej lekcji z Keyeyem został wicemistrzem Polski. Tylko Marian Suski był od niego lepszy. Nawet Antoni Sobik i Władysław Dobrowolski - dwaj niezrównani szabliści okresu międzywojennego, musieli zniżyć czoło przed brawurą i fantazją warszawskiego gołowąsa. W 18 roku życia Pawłowski trafił do kadry narodowej i nieomal równocześnie rozpoczęła się pasjonująca rywalizacja z Wojciechem Zabłockim. | | |