Cóż z tego jednak |
|
Cóż z tego jednak, skoro dni „uciekały jak spłoszone zające", a okres rekonwalescencji nadmiernie się wydłużał. Chodził o lasce, trudność sprawiało mu wejście na drugie piętro. Mimo to nie zrezygnował. W tajemnicy przed lekarzami przeprowadzał najpierw łatwe, a potem coraz trudniejsze ćwiczenia. Szło mu nawet nieźle, ale to przecież były tylko dziecinne igraszki w porównaniu z kilkusetkilogramowymi obciążeniami, jakie powinna wytrzymać noga trójskoczka nim nastąpi prawdziwy start. Bodajże na dwa tygodnie przed olimpiadą zaryzykował raz jeszcze. Sprawdził swe możliwości na mityngu w Rzymie. Noga jakoś wytrzymała, ale wynik - 15,80 m -j-nie dawał większych nadziei. Jak bowiem w ciągu kilkunastu
dni poprawić, rezultat o przeszło metr? A jednak poprawił, wrócił z Tokio ze złotym medalem.
W kraju witały go oklaski, ale ci sami ludzie, którzy bili brawo, krzywili twarz w ironicznym uśmieszku, gdy Szmidt zwierzał się, że jego marzeniem jest start na trzecich kolejnych igrzyskach. Krzepki staruszek... Te żarty potęgowały tylko upór. mistrza. Wierzył, że stać go na jeszcze jedno olimpijskie zwycięstwo, a może nawet i rekord świata. odszkodowanie | | |